Przeskocz do treści

Marta Kisiel, Pierwsze słowo

Marta Kisiel, Pierwsze słowo, Wyd. Uruboros (grupa wydawnicza Foksal), Warszawa, 2018.

Pierwsze słowo wypełniają opowiadania, których większość Marta Kisiel wydała wcześniej w ciągu ponad dziesięciu lat swojej aktywności na niwie fantastyki. Czytając je, przeżywałem huśtawkę nastrojów.

Poszczególne teksty różni bardzo wiele. Kilka z nich stanowi tzw. fantastykę humorystyczną, podgatunek, który reprezentowany jest w polskiej literaturze przez bardzo nielicznych. Wyróżniony w 2018 r. nagrodą imienia Zajdla tekst Szaławiła zwraca uwagę ciekawym pomysłem, choć jedna z kluczowych scen, w której zmaga się płanetnik z czartami, budzi niedosyt — szast-prast i cisza. Na drugim końcu są Nawiedziny oraz W zamku tej nocy. Tu poziom pastiszu i pretensjonalności stylu sprawiły, że ledwo dotrwałem do końca, kończąc lekturę bardziej z obowiązku niż  przyjemności.

Tom otwiera Rozmowa dyskwalifikacyjna, opowiadanie debiutanckie i może dzięki temu bardzo świeże pomysłem. Uważam je za jedno z najlepszych w tym tomie. Od lat powtarzana teza, że stałe są tylko zmiany, została tu przedstawiona w trafny
i zarazem dowcipny sposób — nawet postaci fantastycznych dotyczy teza, że się „przekwalifikuje i wpasuje w któryś z nowych nurtów, albo czeka [na tegoż stwora] dożywocie na najbardziej zakurzonej półce w najdalszym kącie gminnej biblioteki”*.

Zróżnicowanie stylu i tematu opowiadań jest widoczne, podobnie jak ich jakość — kilka opowiadań warto wyróżnić, nieliczne tylko przekartkować.

Finał Pierwszego słowa stanowi równie mocne opowiadanie tytułowe, bardzo realistyczne i bardzo ludzkie. W środku tomu mamy jeszcze kryminał (Jadeit), który swoją atmosferą przypomina lemowskie Śledztwo [recenzja — tutaj], a także reprezentację bardziej klasycznej fantastyki, wśród której najbardziej podoba mi się Miasto motyli i mgły. Co prawda pomysł „wiecznych” nie został w pełni wykorzystany, jednakże tekst trzyma w napięciu do ostatniej strony.

Aby dopełnić obrazu, należy wymienić ciepłe Dożywocie. Opowiadanie to, pogodnością stylu, lecz nie zakończeniem przypomina Ducha z Canterville Oscara Wilde’a. Warto również podkreślić, że stanowi ono zaproszenie do serii powieściowej.

We wstępie do tomu Pierwsze słowo Marta Kisiel pisze, że dostajemy do rąk „jedenaście opowiadań bardzo różnych, czasem lepszych, czasem gorszych, pokazujących nie tyle drogę, ile ścieżkę, wąską i krętą, jaką kluczy [autorki] wyobraźnia”. Rzeczywiście, zróżnicowanie stylu i tematu opowiadań jest widoczne, podobnie jak ich jakość — kilka opowiadań warto wyróżnić, nieliczne tylko przekartkować.

*cytaty pochodzą z opowiadań zamieszczonych w omawianym tomie.