Przeskocz do treści

Robert Seethalter, Trafikant

Robert Seethalter, Trafikant (niem.: Der Trafikant), tłum. Ewa Kochanowska, Wydawnictwo Otwarte, Kraków, 2019.

Trafikant. Tym staromodnym już dzisiaj w polskim języku słowem Robert Seethaler przenosi czytelnika do Austrii u progu Anschlussu, a właściwie do Wiednia, gdzie
w 1937 r. zaczyna śmierdzieć, ale „to te czasy. Bo to są zgniłe czasy. Zgniłe, zepsute
i zdegenerowane”1, jak mówi jedna z jego mieszkanek.

Młodzieniec, mieszkaniec Salzkammergut, rozpoczyna pracę w Wiedniu w trafice prowadzonej przez znajomego jego matki. Wraz z wchłanianiem arkanów zawodu bohater, dotychczasowy mieszkaniec niewielkiej wioski, gdzie rzadko docierały wieści ze świata, chłonie światowe nowinki, poznaje prawdziwe życie i odkrywa siebie jako mężczyznę. W tle coraz silniej słychać stukające o bruk oficerki niosące czerwoną flagę z czarną swastyką pośrodku.

Dobrze się czyta Trafikanta — powieść jest sprawnie opowiedzianą historią. Bohater przeżywa radości i smutki, poznaje przedwojenny Wiedeń z jego różnymi smaczkami. Czytając, śledzimy jego sercowe rozterki, debiut w alkowie i ogień, jaki budzi w nim pożądanie, a także dojrzewanie jako człowieka. To ostatnie, choć przyjmuje chwalebny i szlachetny obrót, trąci jednak naiwnością — formacja następuje tyleż szybko, co mało przekonująco.

Powieść jest sprawnie opowiedzianą historią.

Podoba mi się zręczne posadowienie fabuły w realiach tamtego czasu. Zębate koła historii przebijają się nienachalnie, równocześnie wpływając na przeżycia postaci. Autor odzwierciedla umiejętnie podsycany przez polityków antysemityzm o nie do końca uświadamianych w duszach mieszkańców źródłach. O zajęciu Austrii przez Trzecią Rzeszę Robert Seethalter w ogóle nie pisze wprost — po prostu coś w tle się zmienia, jakby zupełnie naturalnie i mieszkańcy dawnej CK-potęgi nagle budzą się
w innym kraju. Dzięki temu czytelnik obserwuje zmiany z punktu widzenia tzw. zwykłego człowieka, odwrotnie, niż przedstawił to Eric Vuillard w wyróżnionej Nagrodą Goncourtów 2017 powieści L’ordre du jour (recenzja — tutaj). Pojawia się też Zygmunt Freud, wielki Wiedeńczyk, pokazany jako ofiara antyżydowskiej polityki nowych władz. Autor wiąże go krótką przyjaźnią z młodym pracownikiem trafiki, gdy ojciec psychoanalizy rozwiązuje jego sercowe rozterki (sic!).

Seethaler w powieści skupia się na fabule z lekkim jedynie egzystencjalnym naciskiem. Jej lektura stanowiła mile spędzony czas. Nie znalazłem w niej jednak zaskakujących elementów, nie sądzę więc, aby Trafikant dostarczył mi wrażeń, dzięki którym zapamiętam jego szczegóły na długo.

1 cytat pochodzi z omawianej książki.