Przeskocz do treści

Miłość-niemiłość

Dola de Jong, Strażniczka domu (nid.: De thuiswacht), tłum. Jerzy Koch, Wydawnictwo Artrage, Warszawa, 2023.

Niniejsza powieść stanowi przykład, jak można pisać o przyjaźni i zauroczeniu inną osobą, wreszcie o chęci rozwikłania tajemniczej aury, która ją otacza — wbrew przeciwnościom i nawet wobec sprzeciwu zainteresowanej.

Akcja powieści toczy się w Amsterdamie i okolicach w miesiącach poprzedzających wybuch Drugiej Wojny Światowej. Słychać coś o Hitlerze, aktywności ruchów faszystowskich w Niderlandach, potem o ataku na Polskę. Przedwojenne tło jest jednak ledwo dostrzegalne, to delikatny pomruk nadchodzącego zła. Na pierwszy plan wyłania się relacja dwóch kobiet, które poznają się na prywatce u wspólnej znajomej: stateczna i dbająca o przewidywalność życia Bea spotyka Erikę, kobietę na progu trzeciej dekady życia, impulsywną i tajemniczą oraz bardzo powoli odsłaniającą informacje o sobie. Obie panie postanawiają zamieszkać razem. Rodzi się między nimi zacieśniająca się relacja, miłość-niemiłość, pragnienie bycia razem i osobno jednocześnie.

Dola de Jong nie nazywa wprost relacji pomiędzy kobietami.

Niemal cała powieść stanowi studium zachowania obu kobiet. Z jednej strony szaleje Erica wpadająca w wir życia towarzyskiego i relacji z kobietami, która traktuje swoją przyjaciółkę jako spokojną przystań. Przy niej może odpocząć, zastanowić się nad następnymi posunięciami, wypłakać się, gdy coś uwiera. Bea z kolei toleruje zachowanie koleżanki, a może partnerki, wyciąga ją z kłopotów, spełnia jej zmieniające się w mgnieniu oka zachcianki, akceptuje niestabilność zachowania. Jej stosunek do współlokatorki to mieszanka zaciekawienia, miłości, przyjaźni, czy też potrzeby sprawowania opieki. Trudno ocenić, gdzie należy umieścić środek ciężkości. Prawdopodobnie nie wie tego sama Bea. Bez wątpienia relacja ta jest dla niej na tyle ważna, że ryzykuje odrzucenie przez mężczyznę, który stara się o jej względy.

Dola de Jong nie nazywa wprost związku rysującego się pomiędzy kobietami. Prezentuje je słowami narratorki, Bei, która opisuje ich monotonną i powtarzalną codzienność. Podobnie powoli prowadzona narracja sprawia, że nawet nagłe oraz życiowo ważne wydarzenia nie budzą egzaltacji — przyjmujemy je bardziej jako kolejne fakty do zbadania szkiełkiem i okiem. One same nie są jednak tak istotne, jak budzone przez nie emocje, skrzętnie skrywane na drugim planie, nawet gdy sytuacja Eriki staje się krytyczna.

Ta kameralna powieść wymaga skupienia. Niskie nacechowanie emocjonalne
w sposobie prowadzenia fabuły nawet w czasie relacjonowania kluczowych wydarzeń  oraz powtarzalność ich zachowania mogą stępiać czytelniczą koncentrację. Dotrwałem do końca nie dlatego, aby wiedzieć, co wydarzy się na następnej stronie, ale aby ów ciąg wydarzeń zrozumieć.

Zdjęcie: Gaurav Jain na Unsplash.