Anna Goc, Głusza, Wydawnictwo Dowody na Istnienie, Warszawa, 2022.
Trzymam w ręku opowieść o osobach niesłyszących wypowiedzianą ich głosem. Dobrze czytacie — głosem, którego większość z tych, którzy słyszą, usłyszeć nie chcą. To tekst o błędnym przekonaniu, że się wie, czego inni potrzebują.
Ustami, a w zasadzie gestami swoich rozmówców, Anna Goc opowiada o tym, jak żyje się osobom niesłyszącym pośród ludzi władających wszystkimi zmysłami. Zakładając, że my, słyszący, niewiele wiemy o świecie bez dźwięków, reporterka zaczyna od wyjaśnienia podstawowych pojęć i zjawisk. Pisze o dwóch systemach wypowiedzi poprzez gesty: Polskim Języku Migowym (PJM) oraz Systemie
Językowo-Migowym (SJM). Pierwszy z nich to posiadający własną gramatykę i składnię naturalny język gestów, za pomocą których porozumiewają się ze sobą osoby niesłyszące. Słowo „naturalny” niesie kluczowe znaczenie. To system porozumiewania się rozwijający się tak, jak każdy inny język oparty na głosie i piśmie. SJM z kolei jest tworem sztucznym. To metoda przekładania języka polskiego na zestaw gestów. Dlaczego go wymyślono? Twórcy wyszli bowiem z założenia, że niesłyszący posługujący się PJM pozostaną w środowisku (getcie) im podobnych. Zamiast tego powinni uczyć się współżycia ze słyszącymi, zaczynając od poznania ich języka. Droga do celu wiedzie poprzez naukę mowy (nie słysząc!) oraz rozumienia z ruchu warg; SJM ma być narzędziem służącym temu celowi, przy jednoczesnym zakazie posługiwania się PJM. Anna Goc tłumaczy fundamentalny błąd takiego podejścia polegającego na nauce metodą, której odbiorcy nie rozumieją. Liczne wypowiedzi i ilustracje losów bohaterów reportażu jednoznacznie wskazują, że ich zdaniem właściwą drogą jest najpierw poznanie PJM, aby niesłyszącym umożliwić kontakt pomiędzy sobą oraz z tymi słyszącymi, którzy chcą nauczyć się tego języka, co jest szczególnie ważne w rodzinach, w których są osoby słyszące i niesłyszące, a dopiero w kolejnym kroku uczenie ich języka polskiego.
Siła przekazu reportażu opiera się na przykładach. To dziesiątki rozmów ilustrujących zderzenie się Głuchych
z barierą niezrozumienia i nieżyciowymi regulacjami.
W dalszej części reportażu autorka rozprawia się z mitami zakorzenionymi w głowach osób słyszących na temat ich bliźnich ze świata ciszy. Jednym z najważniejszych jest przekonanie o posługiwaniu się językiem polskim przez Głuchych. Okazuje się, że konsekwencja założenia o wyższości SJM nad PJM jest przerażająca: większość niesłyszących nie jest w stanie pokonać bariery języka polskiego, skutkiem czego nie znają go lub posługują się nim słabo, czemu niekiedy towarzyszy ograniczona znajomość PJM. Anna Goc wiele miejsca poświęca wykluczeniu społecznemu, jakiemu podlegają Głusi, począwszy od załatwienia codziennych spraw, jak wizyta u lekarza lub w urzędzie. Ustawowo zapewniane wsparcie tłumacza PJM często okazuje się fikcją, a wsparcie ze strony słyszących członków rodziny jest odrzucane w starciu z urzędniczym myśleniem.
Siła przekazu reportażu opiera się na przykładach (patrz też: Buszra-al-Maktari Co zostawiliście za sobą? Głosy z kraju zapomnianej wojny). To dziesiątki rozmów ilustrujących zderzenie się Głuchych z barierą niezrozumienia i nieżyciowymi regulacjami. Opisy niektórych sytuacji wręcz zaskakiwały mnie poziomem absurdu. Trudno było mi zrozumieć, dlaczego tak niewiele osób zadaje sobie trud, by rzeczywiście wyjść naprzeciw potrzebom ludzi, którzy już na starcie mają pod górkę. Autorka podkreśla, że mające miejsce od niedawna powolne zmiany w myśleniu dzieją się wyłącznie dzięki determinacji i stanowczości stosunkowo niewielu osób, które doświadczone głuchotą albo też mające w rodzinie osoby z upośledzeniem słuchu same dążą do zmiany losu osób niesłyszących. W zderzeniu z obojętnością pozostaje mieć nadzieję, że ich judymowy wysiłek nie okaże się syzyfową pracą, tym bardziej że w ostatnim rozdziale czytamy o skutecznym zastosowaniu systemowych rozwiązań w innych krajach.
Reportaż Anny Goc polecam wszystkim słyszącym, gdyż otwiera uszy na wołanie ze świata ciszy. Jego lekturę sugeruję też besserwisserom, ponieważ trudno sobie wyobrazić większą ignorancję ponad przekonanie, że się zna potrzeby innych bez pytania zainteresowanych o zdanie.
Przeczytaj też: Maria Reimann: Nie przywitam się z państwem na ulicy.
