Robert W. Chambers, Król w żółci (ang.: The King in Yellow), tłum. Tomasz S. Gałązka, Wydawnictwo ArtRage, Warszawa, 2025.
Chambers zaczyna od grozy, od której jeży się włos na głowie, by po nich przejść do romantycznych opowieści o miłości.
Przede wszystkim liczy się dobry pomysł. Amerykański pisarz taki miał. Tytułowy „Król w żółci” to tajemnicza sztuka teatralna przewijająca się przez kilka pierwszych opowiadań. Kto dotrwa do drugiego aktu, ten traci zmysły i zachowuje się nieracjonalnie, doprowadzając do swojej zguby. W kolejnych opowiadaniach atmosfera strachu i wpływ sił ponadnaturalnych stopniowo maleją, by w końcowych tekstach ustąpić miejsca zgrabnym historiom o młodzieńczej miłości.
Tom otwiera opowieść o tak dusznej atmosferze, że czytając ją wieczorem w ciszy przy punktowym świetle i będąc otoczonym panującą wokół ciemnością, w pewnym momencie z niepokojem zacząłem się rozglądać wokół siebie. Ciekawy i mglisty
pomysł fabuły przykuwał uwagę, nie pozwalając się ruszyć aż do finału, w którym intryga głównego bohatera okazała się daleka od doskonałości. Podobnie interesujących pomysłów jest więcej. Poznajemy przełomowy wynalazek — tajemniczą ciecz, która uśmierca zanurzone w niej żywe organizmy, utrwalając ich zewnętrzną powłokę. Ostateczne jej działanie jednak przerasta samego twórcę. Pojawiają się tajemnicze postaci na styku życia i śmierci i do końca nie wiadomo, jakie ostatecznie zajmą stanowisko. Opowiadanie Żółty znak pozostaje najbliżej tytułowej symbolice. W nim poczucie strachu dorównuje pierwszemu tekstowi. Po nim duchota wydarzeń łagodnieje. Pisarz wprowadza przeróżne wydania wątków miłosnych na skrzyżowaniu jawy i snu, w zniewalająco pięknej przygodzie i atmosferze wojny, czy też przy przenikaniu się czasów odległych od siebie o kilka wieków, by zakończyć romantycznymi historiami zakochanych bon vivantów, którzy w obecności ukochanej tracą cały rezon.
[…] miłośnicy weird fiction lekturą opowiadań pierwszej połowy/dwóch trzecich tomu będą zachwyceni.
Robert W. Chambers bogato czerpie ze swoich doświadczeń niespełnionego malarza studiującego i praktykującego w Paryżu. Większość opowiadań rozgrywa się właśnie w stolicy Francji. W lwiej części historii ich protagoniści są malarzami. Sprytne przenikanie się w poszczególnych tekstach ich profesji oraz imion kobiet, którym oddali swoje serca, budzi niedające spokoju rozważania o wspólnocie miejsca i aktorów wydarzeń w odrębnych, wydawałoby się, sceneriach.
Lektura Króla w żółci dostarczyła mi niekłamanej przyjemności. Szczególnie pierwsze siedem-osiem opowiadań to świetne teksty zróżnicowane stylem oraz przeplatające grozę i niesamowitość, przedni żart i łapiący za serce romantyzm. Ostatnie dwa odbiegają charakterem i jakością od pozostałych. Te same miejsca, te same postaci oraz podobne wydarzenia sprawiają, że po kilku dniach te historie zlewają się w jedną — z trudem potrafię je odróżnić. Ponadto rażą banałem. Spodziewałbym się jednak, że miłośnicy weird fiction lekturą opowiadań pierwszej połowy/dwóch trzecich tomu będą zachwyceni.
