Przeskocz do treści

Stanisław Lem, Niezwyciężony

Stanisław Lem, Niezwyciężony i inne opowiadania, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa, 1964.

Lekturą Niezwyciężonego, klasycznej powieści science fiction Stanisława Lema, delektowałem się w czwórnasób. Najpierw zanurzyłem się w tekst, przeplatając go rozdziałami wersji dźwiękowej. Następnie przeczytałem kilka ciekawszych fragmentów z niemieckiego przekładu. Na końcu zapoznałem się z rysunkową adaptacją powieści. Oto co zapamiętałem.

Książkę trzymałem w rękach z namaszczeniem. Był to bowiem egzemplarz pierwszego wydania. Pożółkłe i miejscami poplamione kartki oraz nowa oprawa, którą biblioteka zleciła do wykonania introligatorowi, zdradzały liczne grono czytelników, przed oczyma których rozgrywała się fabuła powieści. W swoim zarysie jest ona dość typowa. Tytułowy statek kosmiczny leci na odległą planetę, by wyjaśnić zaginięcie na niej swojego bliźniaka. Kondor zostaje stosunkowo szybko odnaleziony, nikt jednak nie przeżył. Czego? Katastrofy? Odkrywane stopniowo ślady trudno było wyjaśnić, ponieważ interpretacja znalezisk wymykała się dotychczasowemu doświadczeniu. Najciekawsze dopiero się zaczynało.

Dzisiaj powieść brzmi nieco archaicznie. Precyzyjnie skonstruowana fabuła oraz przekonująca otoczka naukowa, jak zwykle u Lema, sprawiają jednak, że powieść wciąga od pierwszej strony. Szybko zrozumiałem, że to właśnie lubię. W tych nielicznych chwilach, gdy skupienie słabło, przypominałem sobie moją fascynację historią, od której zaczynałem poznawać twórczość pisarza: Powrót z gwiazd. Teraz czułem się tak samo — ta ponad sześćdziesięcioletnia propozycja pisarska wciąż zachowuje siłę przyciągania. Nie będę zdradzał rozwiązania zagadki. Stwierdzę tylko, że misternie skonstruowane wyjaśnienie to pomysł najwyższej próby przywołujący skojarzenie, choć może nieco odległe, ze sztuczną inteligencją.

Lem to Lem. Czyta się go wciąż znakomicie, a różnorodne formy przedstawienia jego prozy dodatkowo podnoszą atrakcyjność jego twórczości.

Wersja dźwiękowa Niezwyciężonego została przygotowana jako czytanie performatywne. Pozostawiono wierność tekstowi, powierzając interpretację poszczególnych postaci gronu aktorów.  Nad wszystkim czuwał narrator mówiący głosem Krystyny Czubówny — trudno mi sobie wyobrazić lepszy wybór. Partie czytających okraszono materiałem dźwiękowym ciekawie imitującym scenerię rozgrywających się wydarzeń. Całość stanowiła dla mnie atrakcyjny przerywnik lektury.

Niemiecki przekład wykorzystałem jedynie do zaspokojenia ciekawości, jak brzmi kilka interesujących mnie fragmentów. Wśród nich znalazły się ostatnie akapity powieści. W nich główna postać wraca na pokład statku po wykonaniu zadania na powierzchni planety. Lem nadał temu fragmentowi podniosły charakter, a kroki bohatera dudnią sukcesem po trapie. Tę część przekładu czyta się równie dobrze.

Po kilku tygodniach przyszedł czas na komiks. Książka została przygotowana niezwykle pieczołowicie. Jej autor Rafał Mikołajczyk pokusił się o wierne oddanie fabuły.  Ciekaw byłem, jak poradzi sobie z odzwierciedleniem stosunkowo długich i zawiłych dyskusji naukowych, których kilka odbyło się pomiędzy członkami załogi Niezwyciężonego. Zrobił to bardzo dobrze. Dało się je sprawnie przeczytać z jednoczesnym przyglądaniem się postaciom. Tych ostatnich nie brakuje — to dwudziestka śmiałków. U każdego trzeba było uchwycić coś dla nich charakterystycznego. Podobało mi się umieszczone na końcu zestawienie podobizn twarzy wszystkich uczestników wyprawy. Stworzyło to możliwość porównania ich z własnymi wyobrażeniami, co nie jest tak łatwe do uchwycenia, gdy śledzi się fabułę.

Lem to Lem. Czyta się go wciąż znakomicie, a różnorodne formy przedstawienia jego prozy dodatkowo podnoszą atrakcyjność jego twórczości. Dzięki nim proza mistrza fantastyki ma szansę znajdować wciąż nowych zwolenników.

W artykule odwoływałem się do: powieści w wydaniu dźwiękowym wyprodukowanej przez Storybox.pl, niemieckiego przekładu Roswithy Dietrich wydanego przez oficynę Suhrkamp w 1995 r. oraz wersji rysunkowej Rafała Mikołajczyka — wydawnictwo Booka.

Przeczytaj też: 1. recenzję powieści Stanisława Lema Śledztwo oraz 2. tekst o pracy Macieja Płazy na temat twórczości Stanisława Lema.

Zdjęcie: NASA Hubble Space Telescope na Unsplash.