Przeskocz do treści

Leo Perutz, Rajtar szwedzkiego króla

Leo Perutz, Rajtar szwedzkiego króla (niem.: Der schwedische Reiter), tłum. Anna Maria Linke, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa, 1972.

Austriacki powieściopisarz przygotował historię z żywym wątkiem przygodowym
i melodramatycznym oraz chwytającym za serce zakończeniem. W niej dobro wygrywa, a zło zostaje ukarane.

W tej szkatułkowej powieści, w której zasadnicza fabuła pojawia się już po kilku stronach, główne postaci to dwaj wyjęci spod prawa włóczędzy próbujący ratować własną skórę: złodziej uciekający przed karą oraz dezerter, wysoko urodzony szlachcic chcący uniknąć plutonu egzekucyjnego. Na swoje nieszczęście żyją
w czasach, kiedy żywot ludzki niewiele jest warty, a młodzi mężczyźni traktowani są przez rządzących jak mięso armatnie.

Powieściowe wydarzenia rozgrywają się na początku osiemnastego wieku na pograniczu Śląska i Rzeczpospolitej Obojga Narodów. W tle toczy się III WojnaLeo Perutz Rajtar szwedzkiego króla Północna wywołana przez króla Szwecji Karola XII. Obaj wspomniani wcześniej bohaterowie żyją chęcią powrotu do normalnego życia, aby już nie musieć ze strachem oglądać się za siebie. Obrotny złodziej wykorzystuje strach swojego kompana i zgadza się pełnić rolę emisariusza. Zostaje wysłany do dworku ojca chrzestnego swojego strachliwego towarzysza podróży, aby zabiegać w jego imieniu o środki finansowe pozwalające na godny powrót młodego szlachcica pod królewskie rozkazy. Na drogę otrzymuje drogocenny przedmiot, którego okazanie stosownym władzom ma chronić jego wolność. Przedsiębiorczy włóczęga postanawia jednak wykorzystać nadarzającą się szansę dla siebie i porzuca swojego towarzysza, by po roku uprawiania złodziejskiego rzemiosła jako herszt bandy mu podobnych ukraść po raz ostatni — tożsamość swojego niegdysiejszego kompana.

Rajtar szwedzkiego króla jest powieścią, którą przyjemnie się poznaje, choć nie broni się ona przed pobłażliwym uśmieszkiem czytających, którzy łatwo dostrzegają naiwność przesłania o ukaranym występku.

Powieść dobrze się czyta. Akcja toczy się wartko, czasem jednak pojawiają się dłużyzny dialogów o niczym. Autor postarał się, aby przedstawić swojego protagonistę — złodzieja, który staje się porządnym człowiekiem — jako postać
o złożonej osobowości, u którego brutalna powierzchowność skrywa wrażliwą osobę oczekującą miłości i potrafiącą poświęcić dla najbliższych sobie osób. Zamysł to szlachetny, realizacja jednakże wypadła zgoła naiwnie. Patrząc szerzej, trudno obronić się przed wrażeniem zbyt daleko idącego uproszczenia opisywanych relacji międzyludzkich, tym bardziej że postaciom drugoplanowym brakuje głębi. Są one dobre albo złe, mądre lub naiwne, wierne w przeciwieństwie do zdradliwych.

W czasie lektury świetnie bawiłem się stylizacją językową zaproponowaną przez autorkę przekładu. Przypomnienie sobie słów dawno nieużywanych lub zgoła zapomnianych sprawiło mi ogromną przyjemność. Co oczywiste, takie podejście doskonale oddaje ducha epoki.

Leo Perutz dał w powieści wyraz swojego potępienia dla wojen (zobacz też: Miljenko Jergović, Sarajewskie Marlboro). Jego krytyka ówczesnego władcy szwedzkiego była bezlitosna i sięga swojego apogeum w następującej kwestii padającej z ust jednej
z postaci: „Pono król szwedzki chce zażądać od szlachty podwójnej daniny koni, a od chłopskich synów co siódmego człeka. […] Będzie prowadził wojnę, jak długo znajdować będzie ludzi, co do wojny użyć się dadzą”. Fragment ten, mimo że powstały przed wielu laty, odebrałem niepokojąco współcześnie.

Rajtar szwedzkiego króla jest powieścią, którą przyjemnie się poznaje, choć nie broni się ona przed pobłażliwym uśmieszkiem czytających, którzy łatwo dostrzegają naiwność przesłania o ukaranym występku (nie szukajmy tu głębi Dostojewskiego!). Jej lektura to  miłe spędzenie kilku wieczorów, nic jednak ponad to.