Przeskocz do treści

O świetlanej beznadziei

László Krasznahorkai, A świat trwa (węg.: Megy a világ), tlum. Elżbieta Sobolewska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec, 2025.

Tytułowy świat trwa, ale zszedł na psy. Trzymam w ręku apokaliptyczne przedstawienie rzeczywistości, w której nie warto żyć.

Lektura zbioru dwudziestu jeden opowieści węgierskiego pisarza to doświadczenie tyleż literacko satysfakcjonujące, ileż niełatwe. Wymaga skupienia, ale wynagradza  jakością stylu i przenikliwością spojrzenia. Każdy z tekstów stanowi egzystencjalne rozważania ubrane w formę przypowieści lub wykładu. Świat w nichLászló Krasznahorkai A świat trwa przedstawiony doszedł już do stanu, w którym bytującego w nim człowieka nie czeka nic dobrego. Narrator oznajmia o tym od razu w zdaniu otwierającym pierwszą historię: „Trzeba stąd odejść, to nie jest miejsce, w którym da się żyć i w którym warto zostać […]”. Dlaczego? Przed czytającymi wyłania się rzeczywistość, w której każdy człowiek zdany jest tylko na siebie (Nine Dragon Crossing), ponieważ pędzące wokół otoczenie nie zwraca na nikogo uwagi — wszyscy skoncentrowani są wyłącznie na własnych celach. Próby przemieszczenia się w czasie lub przestrzeni stają się bezcelowe, gdyż wszędzie jest tak samo. By jakoś przetrwać, pozostaje tylko oderwanie się na chwilę. Nie mniej, powrót do nużącej i monotonnej codzienności jest nieunikniony (Kiedyś na 381). Bohater zawartych w tomie opowieści w nieskończoność drepcze w kieracie. W przeciwieństwie do powieści Bieguni Olgi Tokarczuk tu ruch niczego nie zmienia — stąd nie ma dokąd uciec, znikąd nadziei.

We wszechobecnym poczuciu beznadziei nie ma buntu. Rozważania podszyte są melancholią, a towarzyszące jej wzruszenie ramion wydaje się mówić: szkoda, że tak jest, ale lepiej już nie będzie.

Krasznahorkai proponuje diagnozę takiego stanu rzeczy. Oskarża ludzi
o powierzchowność i niechęć do zastanowienia się nad istotą elementów otaczającej rzeczywistości, odmawia im uważności (Teoria przeszkód). Pisze o braku wartości, o tym, że z biegiem czasu zatraciliśmy poczucie sensu istnienia (Zaledwie sto osób), że żyjemy z rozpędu. Nie ma autorytetów. Jego Gagarin przedstawia pierwszego kosmonautę jako wizjonera lekceważonego i uciszanego przez otoczenie, gdyż widział i głosił to, co niewygodne. Jego wrażliwość nie sprostała zderzeniu z rzeczywistością i podobnie jak u protagonistów Siergieja Dowłatowa została utopiona w wódce. Bohater opowiadania Bankowcy z kolei wydaje się pogodzony z otaczającym światem i świadomie ucieka w niebyt.

Im bliżej końca tomu, tym mniej optymizmu. Apokaliptyczne Chodzenie w terenie, którego nikt nie pobłogosławił gasi jego resztki. Nic się nie zmieni, taki stan rzeczy będzie trwać wiecznie. Pozostaje tylko ostatnia wola, deklaracja, że Niczego stąd nie chcę. We wszechobecnym poczuciu beznadziei nie ma buntu. Rozważania podszyte są melancholią, a towarzyszące jej wzruszenie ramion wydaje się mówić: szkoda, że tak jest, ale lepiej już nie będzie. Pozostaje obserwacja, ponieważ jak twierdzi narrator opowiadania Henrik Molnar u Györgya Fehéra, to co najważniejsze, widać gołym okiem. Wystarczy się tylko przyjrzeć.

Zdjęcie: Natalya Letunova na Unsplash.