Przeskocz do treści

Ismail Kadare, Most o trzech przęsłach

Ismail Kadare, Most o trzech przęsłach (alb.: Ura me tri harqe), tłum. Marek Jeziorski, Wydawnictwo Akademickie Sedno, Warszawa, 2024.

Oto opowieść historyczna o ciszy, która stopniowo przeradza się w burzę. Znaki zapowiadające zmianę dostrzegają jedynie nieliczni, ci bardziej wrażliwi lub rozumiejący niewidzialne.

Słowami narratora, chrześcijańskiego mnicha Kadare nasyca powieść tajemniczością już od pierwszych stron, kiedy pojawia się wzmianka o ofierze lub morderstwie. Atmosfera nieokreśloności niepokojąca dla jednych i lekceważona przez innych stopniowo gęstnieje, a kolejne wydarzenia wzmagają napięcie.

Powieściowe wydarzenia rozgrywają się na początku ostatniej ćwiartki czternastego wieku w Albanii u progu wieloletniej wojny przeciw tureckim najeźdźcom. Kraj jest rozbity na księstwa i hrabstwa, a stojący na ich czele magnaci nie są skorzy do szerszego współdziałania, skupiając się na własnych interesach. Przez teren władany przez jednego z hrabiów płynie dzika rzeka, a w  miejscowości nieopodal zamku od dawna działa przeprawa tratwą zarządzana przez nieznanego przedsiębiorcę jako jedna z wielu. Pewnego dnia pojawiają się u niego wysłannicy innego biznesmena chcącego zbudować w tym miejscu kamienny most. Hrabia się zgadza, budowa rusza. Sprzeczne interesy zaczynają się ścierać ze sobą. Od tej pory nic już nie jest takie samo.

Ismail Kadare bardzo umiejętnie pobudza ciekawość czytających. Powieść otwiera wyznaniem na miarę Hitchcocka, by aż do końca snuć historię, stopniowo odsłaniając szczegóły.

Opisując codzienność, narrator w rozbrajający sposób obnaża mechanizmy manipulacji. W świadomości okolicznych mieszkańców silnie zakotwiczone są różne legendy nawiązujące do przeszłych wydarzeń oraz liczne przepowiednie. Wystarczy drobne zdarzenie jak wędrowiec znikąd opętany nieznaną chorobą, martwe ciało przywleczone przez rzekę, czy też niezweryfikowani wędrowcy śpiewający niepokojące pieśni w zajazdach, by powszechne stało się przekonanie o nieuchronności zapowiadanej przyszłości. Z łatwością dostrzegamy, że wystarczy jedynie sączyć do ucha coś, co ludzie skorzy są usłyszeć, by uzyskać u nich oczekiwaną postawę. Trudno nie traktować tego spostrzeżenia jako zawoalowanej i ubranej w historyczne szaty krytyki totalitarnie zarządzanej ojczyzny pisarza (postawa ta znalazła bardzo silne odzwierciedlenie m.in. w utworze Pałac snów).

Ujarzmiona mostem rzeka stanowi w powieści kilkuwymiarowy symbol. Już po kilkudziesięciu stronach odnosi się wrażenie, że całe życie rozgrywa się z „tej” jej strony. Zarówno ci, którzy w swojej podróży przybywając z „tamtego” brzegu, przekraczają ją, jak i podróżnicy, pokonujący ją w przeciwną stronę i znikający za mgłą lub obłokiem kurzu wydają się postaciami jakby z innego świata, a tratwiarz przewożący ich na przeciwny brzeg zdaje się mitycznym łącznikiem dwóch rzeczywistości, jawy i snu, a może życia i śmierci. Z kolei kamienny most spinający jej brzegi stanowi cezurę pomiędzy czasami dawnymi, biednymi, ale niezmiennymi oraz  nowym, nowoczesnym dniem poprawiającym jakość codziennego życia. Nie budzi on jednak zaufania mieszkańców, którzy nieświadomie czują, że nieznana przyszłość opisana znakami, których nie rozumieją, nie jawi się w różowych barwach.

Ismail Kadare bardzo umiejętnie pobudza ciekawość czytających. Powieść otwiera wyznaniem na miarę Hitchcocka, by aż do końca snuć historię, stopniowo odsłaniając szczegóły i rozwiązując przy tym swoisty wątek kryminalny. Dodatkowo, poprzez częste sięganie do historii i tradycji dawnej Albanii odsłania kulturę tego stosunkowo mało znanego u nas kraju, co odbieram jako istotną wartość powieści.

Przeczytaj też o powieści Ismaila Kadare Kronika w kamieniu.

Zdjęcie: Johnny Briggs na Unsplash.