Anthony Burgess, The Clockwork Orange (Mechaniczna pomarańcza), Wydawnictwo Penguin Books (seria Penguin Classics), Londyn.
Najpopularniejsza powieść Burgessa to parabola przemocy, tej przestępczej i tej usankcjonowanej prawem, a także analiza jej skutków. Co nie mniej ważne, książka stanowi słowotwórczy popis erudycji i językowego wyczucia autora.
Przypuszczam, że większość czytelników zna historię wymyśloną przez Burgessa dzięki filmowi w reżyserii Stanleya Kubricka. Nie należę do wyjątków. Wrażenia po obejrzeniu tego obrazu tak mocno wryły się w moją pamięć, że postanowiłem wrócić do tej opowieści, tym razem w wersji: pierwowzór literacki, a następnie film.
Nazwać powieściowe wydarzenia paskudnymi, to zaledwie dotknąć ich istoty. Grupa nastoletnich bandytów wypełnia swój wolny czas wyładowywaniem agresji na
innych. Czasem są to pijani staruszkowie drzemiący pod mostem, innym razem kobiety, gdy najdzie ich ochota do gwałtu, jeszcze kiedy indziej mieszkańcy zamożnych dzielnic, do domów których przestępcy dostają się podstępem. Ukradzione przy tej okazji pieniądze wydają na bieżąco, żyjąc z dnia na dzień. W wolnych chwilach eliminują konkurencyjne gangi. Pewnego dnia jednak noga im się powija. Herszt bandy zostaje złapany i po dwóch latach więzienia poddany niestosowanej wcześniej kuracji, mającej na celu obrzydzić skazanemu samą myśl o przemocy. W tym celu epatuje się go scenami okrucieństwa, nie pozwalając mu odwrócić głowy ani zamknąć oczu.
Z punktu widzenia odtworzenia poszczególnych wydarzeń twórca adaptacji filmowej dość wiernie oddał treść książki. Drobne odstępstwa w kilku scenach nie odgrywają większej roli. Reżyser zmienił jednak końcową wymowę utworu.
Autor przedstawia sceny przemocy z dużą dosłownością. Opisy tym bardziej bolą, im bogatsza jest nasza wyobraźnia. Perfidia nastolatków nie sprowadza się jednak do zadawania bólu innym dla przyjemności. Burgess otwiera przed nami mózg szefa bandy, melomana uwielbiającego dawnych mistrzów, który zasłuchany w dźwięki muzyki dobywającej się z płyty obracającej się na gramofonie, w wyobraźni snuje kolejne plany napadów i gwałtów, rozkoszując się każdą formą zadawania bólu i siania zniszczenia. Tym samym przygotowuje nas do zaakceptowania dalszego losu swojego bohatera.
Burgess pisze o zbrodni i karze. Karę za przestępstwo wymierza państwo wprost, stosując drakońską metodę zmiany osobowości człowieka. Wszystko dzieje się w świetle zbliżających się wyborów, co tylko nasila jej bezwzględność, aby politycy mogli przed społeczeństwem wykazać się skutecznością w panowaniu nad przestępczością. Pokazując swojego bohatera całkowicie odmienionego i sparaliżowanego strachem na myśl o powrocie do dawnego postępowania, pisarz potępia postawę rządzących, dla których liczą się sondaże, a człowiek nie otrzymuje drugiej szansy.
Narratorem w powieści jest jej główna postać. Całość wydarzeń widzimy zatem oczami młodocianego przestępcy i jego językiem. To ostatnie stanowi wartość samą w sobie. Poznajemy wymyślony przez autora anglo-rosyjski slang. Niemal w każdym zdaniu zderzamy się ze zniekształconymi w różny sposób rosyjskimi słowami zapisanymi fonetycznie. Lektura na początku stwarza pewne trudności w odbiorze tekstu, zrozumienie metody wspomagane znajomością języka rosyjskiego znacząco ułatwia jednak lekturę, więcej, pozwala traktować kolejne zdania jako wspólną z autorem zabawę słowną.
Z punktu widzenia odtworzenia poszczególnych wydarzeń twórca adaptacji filmowej dość wiernie oddał treść książki. Drobne odstępstwa w kilku scenach nie odgrywają większej roli. Reżyser zmienił jednak końcową wymowę utworu. Burgess nakłonił swojego bohatera do próby weryfikacji życiowej postawy — z ostatniej części bije atmosfera programowego odrzucenia przemocy i wejścia na uczciwą drogę jako jedyną właściwą alternatywę. Kubrick postanowił wyśmiać to podejście. Jego bohater w pełnej sarkazmu scenie brata się ze swoim niegdysiejszym oprawcą, dostrzegając łakomie płynące z tego korzyści. Skruchy nie widać.
Zdjęcie: kadr z filmu Mechaniczna pomarańcza w reżyserii Stanleya Kubricka, Warner Bros.
