Przeskocz do treści

Gdy język nie wystarczy

Ferenc Karinthy, Epepe (węg.: Epepe), tłum. Krystyna Pisarska, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2025.

Powieściowy protagonista trafia do nieznanego sobie miasta, którego mieszkańcy mówią obcym mu językiem, a jego wiedza poligloty nie zdaje się na nic. Mowa oraz słuch tracą na znaczeniu, ponieważ nie umożliwiają komunikacji z otoczeniem.

Główny bohater doświadcza wydarzeń kojarzących mi się z escape roomem. Różnica  polega na tym, że amatorzy emocji wiążących się z próbą wydostania się z zamknięcia wiedzą, że jeżeli nie podołają zadaniu, ktoś w końcu otworzy im drzwi. W Epepe tak nie jest. Naukowiec lecący na konferencję lingwistyczną do Helsinek trafia do jakiegoś miasta, którego mieszkańcy posługują się językiem nieprzypominającym czegokolwiek, co zna. Ludzie ci nie rozumieją również jego mowy, mimo że próbuje do nich dotrzeć, wypowiadając się większością najpowszechniej mówionych ziemskich języków. Żadnych skojarzeń. Nic. Człowiek działa na wyczucie, próbując zrozumieć, gdzie trafił i co się wokół niego dzieje, nie posuwa się jednak naprzód. Poszukiwania drogi ucieczki również nie przynoszą pożądanych rezultatów. Powoli otaczające miasto pełne dokądś spieszących się ludzi zaczyna go osaczać.

Powieść można odczytywać jako krytykę obojętności panującej w atomowym społeczeństwie.

Skojarzenie z dusznością atmosfery utworów Franza Kafki okazuje się trafne, chociaż różni się od niej. Co prawda, mierniczy K. w Zamku próbuje osiągnąć swój cel, bohater Procesu Józef K. jednak stopniowo traci nadzieję, że sprawiedliwość się o niego upomni. Główna postać Epepe, przeciwnie,  nie ustaje w staraniach wydostania się z matni, a trudności tylko przejściowo spowalniają jego działania.

Powieść można odczytywać jako krytykę obojętności panującej w atomowym społeczeństwie, w którym wszyscy skupieni są na sobie. Każdy opis sceny, w której naukowiec prosi o pomoc, kończy się okazaniem zniecierpliwienia ze strony jego interlokutora, a cały wysiłek spala na panewce. Ewentualnego wyjaśnienia takiej niechęci można doszukiwać się w wydarzeniach rozgrywających się w końcowej fazie powieści, gdy ku zaskoczeniu ludzie się jednoczą przeciw wspólnemu wrogowi. Pokonując kolejne strony, w protagoniście widziałem śledczego dążącego do rozwiązania zagadki. Z zafascynowaniem śledziłem jego kolejne kroki, zwłaszcza że sytuacja zmuszała go nie tylko do wykorzystania umiejętności analitycznych, ale również okazywania niezmierzonych pokładów cierpliwości i pokonywania oporów w kontaktach międzyludzkich. Sceny opisujące zacieśniającą się relację naukowca z hotelową windziarką, najwyraźniej równie jak on wyobcowaną, łagodziły surową rzeczywistość, pozwalając obojgu na otwarcie się względem siebie.

Powieść nie proponuje ostatecznych odpowiedzi, pozostawiając margines niepewności dotyczącej dalszego ciągu. Otwarte zakończenie, któremu towarzyszy niebanalny pomysł fabularny sprawiają, że Epepe przeczytałem z dużą przyjemnością oraz udałem się na poszukiwania innych utworów tegoż autora.