Pierre Boulle, Planeta małp (franc.: La planėte de singes), tłum. Agata Kozak, Wydawnictwo ArtRage, Warszawa, 2023.
Pierre Boulle zmienia przyjęty proces ewolucji. Oto małpy stoją na czele cywilizacyjnego postępu. Ludzie, istoty naczelne o niższym stopniu rozwoju, są im podporządkowane. Taką sytuację zastają naukowcy odbywający podróż międzygwiezdną, gdy lądują na jednej z planet.
To jedna z najchętniej ekranizowanych powieści lub co najmniej służąca za inspirację do kolejnych filmowych scenariuszy. Jej fabuła zaczyna się dość groteskowo. Dwoje przemieszczających się kochanków znajduje wiadomość
w
butelce. Rzecz w tym jednak, że owo szklane naczynie nie płynie rzeką ani nie unosi się na powierzchni oceanu, lecz w kosmicznej przestrzeni. Lektura schowanej tam wiadomości nie pozwala im na oderwanie się od niej aż do ostatniej strony. Przedstawiona w niej wizja kosmicznych podróży zostaje skrojona na miarę pomysłów autorów fantastyki tamtych czasów (powieść została wydana na początku lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku). Trójka astronautów, a w tym gronie dziennikarz, lądują na planecie, na której warunki życia do złudzenia przypominają Ziemię. Różnica jest tylko jedna, ale o fundamentalnym znaczeniu: rządy na niej sprawują małpy, które podporządkowały sobie ludzi. Dziennikarz jako jedyny z trójki podróżników próbuje z dobrym skutkiem przekonać do siebie rządzących, a przy tym dokonuje zaskakującego odkrycia wyjaśniającego zastany porządek cywilizacyjny.
Wyłania się oto obraz tak stary jak ludzkość: zamknięcie się
w swoim świecie, przekonanie o własnej nieomylności i brak przewidywania przyszłości prowadzą ostatecznie do porażki
i odwrócenia ról.
Swoim niecodziennym pomysłem Boulle zadaje pytanie o możliwą alternatywną rzeczywistość. Rozwiązanie zagadki panowania małp nad ludźmi budzi z początku niedowierzanie, a następnie grozę. Wyłania się oto obraz tak stary jak ludzkość: zamknięcie się w swoim świecie, przekonanie o własnej nieomylności i brak przewidywania przyszłości prowadzą ostatecznie do porażki i odwrócenia ról. Podobny obraz widzimy na co dzień przy zmianie władzy na dowolnym szczeblu, czy też obserwując skutki błędnych decyzji biznesowych liderów w swoich branżach, gdy pominięcie istotnego szczegółu spycha ich na dno. Dostrzeżenie analogii dotyczącej sztucznej inteligencji samo się narzuca i dodaje wartości powstałej przed ponad sześćdziesięciu laty powieści.
Książka pełna jest naiwnych uproszczeń, które wręcz denerwują. Swobodne manipulowanie upływem czasu, szczęśliwe zbiegi okoliczności w przebiegu fabuły, niebywałe umiejętności językowe głównej postaci, czy bezkrytyczne kształtowanie wydarzeń tak, aby nie wymuszały konieczności wyjaśniania czegokolwiek, są aż nazbyt widoczne, by budzić uśmieszek politowania oraz dawać pożywkę czepialskim. Akcja jednak toczy się sprawnie. Dzięki temu czytając, nie tracimy
z oczu tego, co w tej powieści najważniejsze: ostrzeżenia przed osiadaniem na laurach.
Przeczytaj też recenzję innej powieści autora zatytułowanej Most na rzece Kwai.
