Przeskocz do treści

Maciek Bielawski, Doktor Bianko

Maciek Bielawski, Doktor Bianko, Wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław, 2019.

Bohater pierwszego opowiadania zastanawia się, „co takiego jest w tych krótkich formach”. Doktor Bianko udowadnia, że Maciek Bielawski wie. To druga książka autora Twardych parapetów (recenzja tutaj).

W przeciwieństwie do debiutu autor nie wiąże tekstów ze sobą,
a tytułowy Doktor Bianko symbolizuje ich motyw przewodni: zawiedzione nadzieje, życie boleśnie weryfikujące marzenia, powierzchowność relacji i obojętność otoczenia.

Bielawski pisze o niespełnionym życiu, o trudach wiązania końca z końcem
i wynikającej z tego gorzkiej rezygnacji z nawet drobnych przyjemności,
o zawiedzionych oczekiwaniach i małym egoizmie. Co nieczęste, autor potrafi uchwycić subtelności codziennych zachowań i niby obojętnie celnością obserwacji trafić w punkt. Właśnie to postrzegam jako siłę jego opowiadań: pokazanie życia takim, jakie jest, bez patosu, bez silenia się na martyrologię codziennej egzystencji,
z dystansu, bez komentarza. Parafraza słynnego bon motu z Psów sama ciśnie się do głowy: co ty wiesz o życiu toczącym się za drzwiami twojego sąsiada? Podobny ucisk w dołku czułem, czytając przed laty Caldwella. Amerykanin pisał o innych czasach i ludziach żyjących gdzie indziej, ale też często wykluczonych i zapomnianych.

Właśnie to postrzegam jako siłę jego opowiadań: pokazanie życia takim, jakie jest, bez patosu, bez silenia się na martyrologię codziennej egzystencji,  z dystansu, bez komentarza.

Autor pokazuje samotność, a Nikogo nie rozczarować chyba najbardziej ze wszystkich podkreśla jej beznadziejność. Rutynę burzy jedynie listonosz, kiedy co miesiąc przynosi emeryturę. Motyw jedynego łącznika ze światem, którego pojawienia się człowiek wyczekuje z utęsknieniem, i któremu kradnie się chwile, by choć przez moment móc porozmawiać, pojawia się też później. Podobnie jak powierzchowność relacji i brak czasu dla najbliższych — ich eksplozja następuje w opowiadaniu Małe psy szczekają najgłośniej, najbardziej dojmującym z całego tomu. I znów bez alarmu, na zimno, jakby nic się nie stało.

Bohaterom Bielawskiego czegoś w życiu brakuje. Czasem są to pieniądze, by wynająć elegancki domek, jak w opowiadaniu On też zaczynał od skromnego domku, lub też, aby w trakcie zakupów nie rezygnować z podstawowych produktów albo choćby drobiazgu sprawiającego przyjemność najbliższym. Kiedy indziej problemem staje się czas dla siebie i innych lub uwaga najbliższych.

Charakterem, ale nie tematem, wyróżnia się opowiadanie Nie ma takiego numeru. Bielawski na moment odchodzi od bolesnego realizmu, krzyżując świat z realny z czymś niezrozumiałym, jakby pytał, czy żyjemy w równoległej rzeczywistości lub mikroświecie kogoś innego. Podobnie wyróżnia się apokaliptyczna wizja zmaterializowania się drzemiących w nas lęków w Koziołku, tekście  wieńczącym tom.

Opowiadania różnią się poziomem zaangażowania. Niektóre z nich chwytają bohatera w wybranej chwili jego codzienności, inne gorzko podsumowują dzisiejszą rzeczywistość.