Agnieszka Kołodyńska-Walków, Chłopiec ze starej fotografii, Wydawnictwo Amaltea, Wrocław, 2025.
Chciał zapomnieć o swojej przeszłości. Odrzucił ją. Ktoś inny postanowił go odnaleźć, mając jedynie jego zdjęcie wykonane kilkadziesiąt lat wcześniej.
Nastoletni Żyd przetrwał okres holocaustu ukrywając się w
gospodarstwie polskiej rodziny i pracując w młynie jako ich krewny. Po wojnie wyjeżdża do Wrocławia, jak wielu odrzucając swoją przeszłość (patrz też: Keiichirō Hirano, Pewien mężczyzna). Nie chce ryzykować ostracyzmu. Pragnie również oszczędzić tego swoim przyszłym najbliższym. Młody człowiek niebawem żeni się z córką młynarza, który dał mu schronienie. Znając jego tajemnicę, małżonka zgadza się, aby nie wracać do przeszłości. Młody człowiek zyskuje nową tożsamość i zamieszkuje we Wrocławiu, mieście przyjezdnych. Po kilkudziesięciu latach, gdy wydawało się, że wszelkie ślady zostały już zatarte, ktoś z jego rodziny mieszkającej w Izraelu, kogo on nie znał, postanawia go odnaleźć. W tym celu nawiązuje kontakt z wrocławską dziennikarką, prosząc ją o pomoc.
Fabuła budzi pozytywne emocje. Trudno nie trzymać kciuków za bohaterów, by dopięli swego.
W ten sposób rozwija się trójwątkowa opowieść. W pierwszym toku przybliżamy się do postaci tytułowej, poznając przeszłość mężczyzny, a w niej podziwiając jego zaradność w budowaniu nowej tożsamości i zamazywaniu śladów przeszłości. Na przeciwległym biegunie znajduje się mieszkająca tysiące kilometrów od niego jego kuzynka. Kobieta postanawia odnaleźć go (przeczytaj też: Miika Nousiainen, Korzenie). Wspiera ją przedsiębiorczy przyjaciel, rozumiejąc, że należy wykorzystywać nadarzające się ważne okazje. To wszystko splata polska dziennikarka i pisarka, która postanawia wykonać zlecone zadanie pozornie niemożliwe do zrealizowania.
Fabuła tej niewielkiej powieści budzi pozytywne emocje. Trudno nie trzymać kciuków za bohaterów, by dopięli swego. Barwna paleta postaci przychylnie nastawionych do wydarzeń sprzyja budowaniu nadziei, że akcja prowadzi do szczęśliwego zakończenia.
Niekłamaną przyjemność sprawił mi wirtualny spacer po powojennym Wrocławiu widzianym oczyma poszukiwanego mężczyzny. Pamiętając jeszcze wygląd mojego rodzinnego miasta z lat siedemdziesiątych minionego wieku, próbowałem wydobyć z pamięci wygląd tego, co on widział. Dziś wiele kultowych miejsc (wówczas to słowo nie funkcjonowało w dzisiejszym znaczeniu) zniknęło z mapy miasta lub zmieniło przeznaczenie. Tym silniejszy budziło to mój sentyment.
Bardziej wnikliwym czytelnikom autorka proponuje zagadki, umieszczając w swojej powieści klucz. Są nim fikcyjne postaci, w których można rozpoznać rzeczywiste osoby nie tylko z dziennikarskiego światka stolicy Dolnego Śląska.
Agnieszka Kołodyńska-Walków proponuje opowieść sentymentalną. Lektura tej nieskomplikowanej historii dobrze nastraja. Na deser autorka przedstawia kilkanaście przepisów kuchni żydowskiej.
