Przeskocz do treści

Vladimír Macura, Guwernantka

Vladimír Macura, Guwernantka (czes. Guvernantka), tłum. Michał Kunik i Olga Czernikow, Wyd. Amaltea, Wrocław, 2018.

Powieść Guwernantka określiłbym mianem dzieła dualnego. Vladimír Macura napisał ją jako małżeński dwugłos, prowadząc czytających przez kilka lat z życia Františka Čelakovskiego, czeskiego dziewiętnastowiecznego językoznawcy i poety oraz jego żony Antonie. Fabuła przesuwa się z wolna do przodu widziana, na przemian, oczyma żony
i męża. Dzięki temu ważne wydarzenia przedstawiane są z dwóch bardzo różnych punktów widzenia: apodyktycznego i hołdującego patriarchalizmowi profesora
i poddanej mu, choć skrywającej tajemnice małżonki.

Dualizm obserwuje się również w charakterystyce postaci. Oto František Čelakovsky, słowianofil, wykładowca uniwersytecki, prezentujący siebie jako osobę pryncypialną, ale i postępową, którą dziwi opór środowiska przeciw jego propozycjom zmian w czeskiej ortografii. Jego żona postrzega go jednak jako autokratę i obyczajowego konserwatystę. Samą Toninkę widzimy raz jako uległą małżonkę, która ślub z poetą uważa niemal za swój obowiązek, a raz jako postać trzeźwo myślącą, wybiegającą myślami w przyszłość, niewolną od pokus.

[...] rozdwojenie fascynuje. Oddawszy pierwszy głos Antonie, Macura, wgłębiając się w osobiste życie małżeństwa, pobudza czytelniczą ciekawość, prowokując do przewracania kolejnych kartek.

Tło wydarzeń stanowi Wrocław końca lat czterdziestych XIX w., dokąd przeprowadzają się z Pragi nowo poślubieni małżonkowie. Oboje wciąż oglądają się wstecz, Antonie wspominając przyjaciół i adoratorów, František — chcąc wrócić tam do pracy.

I wreszcie życiowy problem „tej drugiej”, kolejnej żony owdowiałego profesora, której zadaniem jest, jak w tytule, zajęcie się jego dziećmi i bycie gotową na spełnienie wieczornego obowiązku. Zobaczmy, jak brutalnie odzwierciedliła to autorka okładki — bohaterka przedstawiona została bez twarzy. A „ta pierwsza” wciąż towarzyszy życiu tytułowej guwernantki, recenzując jej decyzje.

Guwernantka to powieść formacyjna. W czasie kilku obserwowanych lat oboje głównych bohaterów dojrzewa, Čelakovsky do spełnienia horacjańskiego non omnis moriar, Toninka — do mądrego ułożenia sobie życia, skoro, jak mówi, „nie potrafię być szczęśliwa razem z nim”.

Owo rozdwojenie fascynuje. Oddawszy pierwszy głos Antonie, Macura, wgłębiając się w osobiste życie małżeństwa, pobudza czytelniczą ciekawość, prowokując do przewracania kolejnych kartek. Jednocześnie Autor zaprasza do kręgu bohaterów postaci historyczne, a tło rozbrzmiewa dźwiękami kroczącej przez Europę Wiosny Ludów.

Z ogromną fascynacją pozwoliłem się prowadzić ulicami ówczesnego Wrocławia. Ze szczególną ciekawością towarzyszyłem Čelakovskim w spacerach do tych miejsc dawnego Breslau, których dziś już nie ma, lub obecnie patronują im ówcześni mieszkańcy i bohaterowie Guwernantki. Takie powiązanie historii z dniem dzisiejszym uważam za znakomity pomysł Macury, który w trakcie pisania powieści spędził kilka dni we Wrocławiu.

Nie zgadzam się z notką na ostatniej stronie okładki, że od pierwszej strony towarzyszy nam nastrój elegijny. Prawdą jest jednak, że powoli, stopniowo gasną nadzieje bohaterów na realizację wspaniałych planów. A staje się to w sposób elegancki
i wysmakowany.

Zobacz też film.