Petra Dvořáková, Wrony (Vrány), W rany (V rány), tłum. Mirosław Śmigielski, Wydawnictwo Stara Szkoła, Wołów, 2020, 2025.
Ból, strach, przerażenie, niezrozumienie, niechęć, pogarda, zawiść, Schadenfreude. To paleta odcieni czerni ilustrującej epizody życia pewnej porządnej rodziny widzianej oczami kilkuletniej dziewczynki. Wszystkiemu przyglądają się wrony gniazdujące na pobliskim drzewie.
Dwie powieści stanowiące jedną fabularną całość przedstawiają tak bardzo dysfunkcyjną rodzinę, że czytając, miałem nadzieję, że takie rzeczy zdarzają się tylko w powieściach. Dvořáková aż do fizycznego bólu przekonuje, że takie oczekiwanie jest ułudą. W czterech ścianach rozgrywa się dramat dziewczynki, która nie pasuje do obrazka rodziny narysowanej przez matkę, a ojca interesuje tylko tzw. święty spokój.
Narratorka pierwszej chronologicznie powieści, dwunastoletnia dziewczynka, silnie przeżywa dorastanie. Dziecko pokazuje świat swoimi oczami, osoby ufnej, żeby nie powiedzieć naiwnej, w końcu przecież to dziecko, utalentowanej, chcącej spędzać
czas, rozwijając swoje zainteresowania. Nie pasują one jednak do wizji jej matki, osoby zaściankowej, której trudność sprawia rozmowa o kobiecości i pierwszej miesiączce oraz hołdującej przekonaniu, że „jak cię widzą, tak cię piszą”, a także stereotypom tzw. porządnej rodziny, w której brudy pierze się w domu. Tutaj wszystko musi być przewidywalne i dziać się pod dyktando rodziców, którzy lepiej wiedzą, co jest dobre dla ich dzieci. Dziedziczone przekonanie o rodzicielskiej wszechwiedzy zamyka matkę na potrzeby córki niepasującej do schematu. Sprzeciw dziecka skutkuje szantażem emocjonalnym ze strony rodzicielki i przemocą werbalną. Gdy to „nie pomaga”, do akcji wkracza ojciec zmęczony wiecznym narzekaniem żony. Skórzany pas wymierzony w dziecko ma mu przywrócić spokój. Eskalacja przemocy prowadzi do tragedii.
Dvořáková chce podkreślić, że przemoc domowa to problem powszechny i może się rozgrywać za ścianą naszego mieszkania u sąsiada. Więcej, może mieć miejsce nawet za naszymi drzwiami.
W kontynuacji napisanej pięć lat później narrację przejmuje matka. Zgroza narastała we mnie już od pierwszej strony. Szybko bowiem zrozumiałem, jak bardzo
bezrefleksyjna to postać. Samobójstwo córki nie przewartościowuje w niej sposobu myślenia. Koncentracja na sobie powoduje odrzucenie wołania o refleksję, a próba terapii psychologicznej z uwagi na konieczność odpowiedzi na trudne pytania zostaje zanegowana. Obraz osoby całkowicie impregnowanej na argumentację odmienną od jej własnych przekonań na pierwszy rzut oka wydaje się przerysowany. Osobie mającej choć odrobinę empatii trudno sobie wyobrazić podobną postawę. Moim zdaniem w ten sposób Dvořáková chce podkreślić, że przemoc domowa to problem powszechny i może się rozgrywać za ścianą naszego mieszkania u sąsiada. Więcej, może mieć miejsce nawet za naszymi drzwiami. To jak uderzenie obuchem w łeb z wołaniem o otwarcie oczy i opamiętanie.
Zło dziejące się pomiędzy „kochającymi się” ludźmi kontrastem podkreśla porównanie z bytowaniem wron gniazdujących na drzewie rosnącym na podwórku i widzianym z okien mieszkania. Żyjące w zgodzie z naturą ptaki z coraz większym zdumieniem obserwują nienaturalne dla nich sceny rozgrywające się po drugiej stronie okiennej szyby.
Petra Dvořáková wymyśliła przejmującą historię. Czy na pewno tkwi ona jedynie w wyobraźni?
Zobacz też: 1. Alena Mornštajnová, Las w domu, 2. Małgorzata Rejmer, Ciężar skóry, 3. Édouard Louis, Zmiana, 4. Marie-Hélène Lafon, Źródła, 5. Birgit Vanderbeke, Małże na kolację.
