William Saroyan, Pewnego dnia o zmierzchu świata (ang.: One Day in the Afternoon of the World), tłum. Kazimierz Piotrowski, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza S.A., Warszawa, 1997.
Saroyan pisze nostalgiczną powieść o schyłku życia. Jego protagonista stawia pytania, co należy zrobić, gdy „jest już z górki”. Odpowiedź pozostawia czytelnika w zawieszeniu, chociaż nie bez optymizmu.
W powieści Saroyan dotyka istotnych problemów społecznych.
Fabuła nie wydaje się skomplikowana. Dramaturg w sile wieku przyjeżdża do Nowego Jorku, by podpisać kontrakt na napisanie nowej sztuki teatralnej. W czasie tego procesu mężczyzna daje się poznać jako osoba bezkompromisowa, która wie, czego chce. Pomimo ogromnego zadłużenia rozmawia z potencjalnymi zleceniodawcami bez marginesu negocjacyjnego, akceptując tylko swoje warunki kontraktu, ryzykując tym samym brak porozumienia i pogorszenie sytuacji materialnej. Wnet okazuje się jednak, że pod skorupą oschłości kryje się człowiek wrażliwy. Pisarz próbuje ratować resztki nieudanego życia prywatnego i odnawia kontakt z byłą żoną i dziećmi. Jednocześnie spotyka dawno niewidzianego przyjaciela, podobnego sobie życiowego przegranego. Pomagając sobie nawzajem, obaj panowie starają się naprawić to, co jeszcze można uratować.
W powieści Saroyan dotyka istotnych problemów społecznych. Jego bohaterowie
to osoby samotne (patrz też: Alfred Hayes, Zakochany). Ten temat porusza wielu amerykańskich twórców. Nie inaczej jest też w omawianym utworze. Kariera i egoizm lub przymus sytuacyjny powodują skupienie się na pracy i jednoczesne osłabienie relacji z otoczeniem. Atomizacja społeczeństwa staje się faktem. Na szczęście, nasz w gruncie rzeczy sympatyczny mimo swojej bezpośredniości dramaturg podpowiada, co można zrobić, próbując nadrobić stracony czas. Dodatkowo jego zachowanie stanowi przykład, jak radzić sobie z wszechobecną pazernością i dążeniem do bogacenia się.
Fabuła posuwa się do przodu dialogami. Ten dość powszechny zabieg literacki trochę mi przeszkadzał — wolę bardziej narracyjną formę opowiedzenia historii. Nie zmienia to faktu, że znajdowałem przyjemność w lekturze tej powoli się toczącej i w gruncie rzeczy nostalgicznej opowieści.
