Przeskocz do treści

Moja „Ziemia obiecana”

Władysław Reymont, Ziemia obiecana, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa, 2025.

Ten zbiorowy portret Łodzi końca dziewiętnastego wieku nadal wciąga. Reymont stworzył wielobarwny obraz gwałtownie rosnącego miasta z jego blaskami, cieniami, społecznymi patologiami, a także miłością darzoną przez ludzi sukcesu oraz nienawiścią, którą zioną przegrani.

Reymontowska Łódź to miasto kontrastów. Gwałtownie rozprzestrzeniająca się urbanizacja spowodowana przemysłem zajmuje kolejne wiejskie tereny, jak taran niszcząc sielskość napotykaną na swojej drodze. Rozwarstwienie majątkowe uderza niemal na każdym kroku. Ostentacyjne bogactwo włókienniczych fabrykantów oraz bankierów zostaje zestawione z nędzą pracowników i ich rodzin. Pisarz oddaje owo zróżnicowanie, komponując kilka charakterystycznych scen. Przed oczyma czytających staje ul. Piotrkowska wypełniona niedzielnymi spacerowiczami, którą przejeżdża powóz wytwornie ubranych nowobogackich, ochlapując błotem tych, którzy mogą sobie pozwolić jedynie na pieszą wycieczkę. Kiedy indziej zaglądamy do hali fabrycznej, aby zobaczyć jej właściciela pod groźbą zwolnienia z pracy werbującego młode przędzarki do udziału w wieczorze uciech zorganizowanym dla jemu podobnych.

Na tym tle trzech młodych przedsiębiorców znających się jeszcze ze szkoły próbuje zbudować własną fabrykę. Zestawienie tych osobowości to łódzkie boom town w pigułce. Karol Borowiecki, zubożały szlachcic i jednocześnie zdolny i dobrze wykształcony chemik to osoba odrzucająca sentymenty i twardo stąpająca po ziemi o godnej podziwu determinacji w dążeniu do celu. ,Pomaga mu w tym zdolny handlowiec Żyd Moryc Welt, dla którego pieniądz stanowi jedyną wartość, której należy się poświęcić. Welt nie waha się oszukać, jeśli widzi w tym przyszłą korzyść. Towarzyszy im idealista, Niemiec Max Baum. Dla tego oddanego pracy człowieka pryncypialna uczciwość to wartość, z którą się nie dyskutuje. Ten mikroświat trzech patrzących sobie na ręce partnerów symbolizuje świat łódzkiej finansjery, która dla zrobienia dobrego interesu współpracuje, jednocześnie gardząc sobą nawzajem. Żydzi uważają się za lepszych, gdyż mają powodzenie w interesach, Polacy gardzą Żydami i Niemcami, krytykując ich dorobkiewiczostwo, a ci ostatni uważają, że bogactwo daje im specjalne prawa.

W powieści Reymont przedstawia pazerność szybko rozwijającego się kapitalizmu. Możliwości dorobienia się niewyobrażalnego wcześniej bogactwa zmienia reguły gry. Uczciwy do szpiku kości i dbający o pracowników swojej fabryki ojciec Bauma przegrywa z niemającymi skrupułów konkurentami. Będący symbolem rzetelności przedsiębiorca staje się jednocześnie synonimem porażki, gdyż otaczająca go rzeczywistość tańczy już inaczej, a on odmawia dostosowania się do niej.

Ekranizacja powieści w reżyserii Andrzeja Wajdy to jeden
z moich ulubionych polskich filmów. Cenię go za rozmach
i umiejętne pokazanie zróżnicowanego obrazu rozwijającego się w gigantycznym tempie miasta. Zachowując ogólną wymowę dzieła Reymonta, Wajda wprowadził do filmu szereg zmian.

Zróżnicowany obraz miasta został oddany nastrojem widza. Patrząc na to samo, co innego widzi robotnik ledwo wiążący koniec z końcem, inny obraz dostrzega bankrutujący fabrykant, a jeszcze co innego maluje się przed oczami prężnych przedsiębiorców cieszących się sukcesem lub dopiero dostrzegającym unikalną szansę wzbogacenia się. Pieniądz jest na ustach wszystkich, brzęcząca moneta wartościuje człowieka i tylko czasem pojawia się postać, która w zaharowującym się personelu hal fabrycznych dostrzega ludzi.

Ekranizacja powieści w reżyserii Andrzeja Wajdy to jeden z moich ulubionych polskich filmów. Cenię go za rozmach i umiejętne pokazanie zróżnicowanego obrazu rozwijającego się w gigantycznym tempie miasta. Zachowując ogólną wymowę dzieła Reymonta, Wajda wprowadził do filmu szereg zmian. Jego Borowiecki okazał się jeszcze bardziej wyrachowany niż reymontowski pierwowzór, pożar fabryki zbudowanej przez trójkę przyjaciół miał inne, bardziej emocjonalne przyczyny, losy kilkorga drugoplanowych postaci przebiegły odmiennie, a wiele kluczowych stwierdzeń reżyser włożył w usta innych bohaterów i umieścił w scenach różniących się od pierwowzoru. Postać Dawida Halperna, piewcy Łodzi, fantastycznie wykreowanej przez Włodzimierza Boruńskiego, w czasie lektury wyobrażałem sobie dokładnie tak samo. Ona też najlepiej, precyzyjniej niż przedstawiciele intelektualnej elity wyraża sens zawarty w krytyce bezrefleksyjnego dążenia do bogactwa, gdy w czasie pogrzebu najbogatszego łódzkiego fabrykanta mówi: „Buholc nie żyje! Pan wie?... Miał fabryki, miał miliony, był całym hrabią i nie żyje! A ja nie mam nic i jeszcze na jutro mam dwa protestowane weksle, ale ja żyję!”.

Uwielbiam Ziemię obiecaną, tę Reymonta i tę Wajdy. I tę Wojciecha Kilara — brzmienie jego walca ilustrującego film brzmi długo w mojej głowie po każdym obejrzeniu powieściowej adaptacji.

Przeczytaj też: Ewa Małkowska-Bieniek, Wspólnicy i rywale. Koleje życia Kronenbergów i Blochów,